Andrzej Lachowski: - Mam wielką nadzieję, że kiedyś wygram Bieg Trzech Kopców

Andrzej Lachowski ? polski rodzynek na podium IV Biegu Trzech Kopców pochodzi ze Stąporkowa w województwie świętokrzyskim, ale obecnie mieszka i trenuje w Krakowie. Startował on we wszystkich dotychczasowych edycjach imprezy i za każdym razem kończył rywalizację w czołówce ? odpowiednio na 5, 2, a w zeszłym roku na 12 miejscu. W tym liczył wreszcie na zwycięstwo, ale ostatecznie po raz drugi w historii zawodów minął metę jako drugi. Nie zamierza się jednak poddawać i zapowiada kolejne ataki na 1 miejsce. ? Bardzo bym chciał wreszcie wygrać Bieg Trzech Kopców! Zobaczymy, może za rok się uda. Mam wielką nadzieję, że kiedyś stanę na najwyższym stopniu podium ? mówił Andrzej Lachowski.

- Jak przebiegała rywalizacja na trasie biegu?

- Przez długi czas - do 5 czy 6 kilometra prowadziłem, miałem nawet lekką przewagę i już myślałem, że tym razem uda mi się w końcu zwyciężyć, bo dwa lata temu byłem tutaj też drugi. W późniejszej części trasy zaczęły się góry i niestety doszło do mnie dwóch Ukraińców. Leonid Rybak trochę mi uciekł i przed metą nie byłem w stanie go już dogonić, natomiast z Wołodymyrem Gornanem zdołałem wygrać.

- Ciężko się prowadzi stawkę, jak nikogo nie ma przed sobą?

- Fakt biegnięcia na czele nie miał dużego znaczenia, bo na Bulwarach Wiślanych było spokojnie. Obawiałem się tam wiatru, bo dla osoby, która prowadzi silny wiatr jest twardym orzechem do zgryzienia. Na szczęście tym razem był tylko delikatny wiaterek i wiał w plecy.

- Jak ocenia Pan trasę Biegu Trzech Kopców?

- Jest ona dla zawodników wszechstronnych. Na początku jest około 4 km płaskiego, a później zaczynają się góry. Dlatego zawodnicy, którzy są zarówno szybcy, jak i mocni w górach mają tutaj duże szanse.

- Czy w trakcie biegu zwraca się uwagę na takie rzeczy jak piękne okoliczności przyrody, zabytki Krakowa, czy jest się skupionym tylko na rywalizacji?

- Widać wszystko bardzo dobrze. Ale chcę podkreślić, że w tym roku było widać też osoby, które były ustawione wzdłuż trasy i bardzo fajnie dopingowały - było je słychać i zwracały na siebie dużą uwagę. W samym Lasku Wolskim ja akurat biegam i trenuję, ale zawsze urzeka tu piękno przyrody. Rok temu ożeniłem się i mieszkamy z małżonką w Krakowie, więc te tereny już dość dobrze znam.

Rozmawiał: Mateusz Chwajoł/ZIS